Porozmawiaj z echem

MAGAZYN LUBLIN 22.02.2008
Porozmawiaj z echem
WALKA Z JĄKANIEM Do ćwiczeń wystarczy porządne, blaszane wiadro – mówi profesor Bogdan Adamczyk.
Darwin się jąkał. Jąkała się Marilyn Monroe, co ani trochę nie ujmowało jej uroku. Jąkał się nawet Winston Churchill, któremu w artykułowaniu słów pomagało tkwiące zawsze w ustach, wcale nie z powodu nonszalancji, cygaro.
W dzisiejszych, zwariowanych czasach niektórzy, tak jak Jurek Owsiak, czynią z wad wymowy charakterystyczny wyróżnik, współtworzący ich oryginalny image. Kiedy do Adama Michnika podszedł po spotkaniu w Białymstoku specjalista od leczenia jąkania i dyskretnie zaproponował redaktorowi pomoc, ten tylko uśmiechnął się i... odmówił. Stwierdził, że jemu akurat jąkanie ułatwia kontakty z ludźmi. Osobliwie z kobietami.
No, ale nie każdy może być Michnikiem. Dla przeciętnego człowieka jąkanie, czyli zaburzenie mowy objawiające się niezamierzonym przerywaniem, zacinaniem się, powtarzaniem, zniekształcaniem sylab bądź całych słów, oznacza życiowy dramat.
Ratunek w studni
W Lublinie mieszka jeden z najwybitniejszych specjalistów w dziedzinie walki z jąkaniem – profesor Bogdan Adamczyk. W 1965 roku za swoją pionierską metodę korekcji jąkania za pomocą echa wybrany został w wielkim plebiscycie telewizyjnym „Polakiem roku”. Doszedł do swoich sukcesów w sposób najbardziej bolesny, bo na własnych, traumatycznych doświadczeniach.
Miał cztery lata, gdy osaczył go podwórkowy ostracyzm. Dzieciaki siłą zaglądały mu do gardła, żeby sprawdzić, co przeszkadza małemu koledze w mówieniu. Może jakiś dodatkowy języczek? W szkole, nawet doskonale przygotowany, przeżywał koszmar: zamiast wyuczonej odpowiedzi demonstrował klasie rozpaczliwe chwytanie powietrza oraz skurcze twarzy i ciała towarzyszące kompletnej blokadzie mowy. – Straszne upokorzenie – wspomina profesor. – Wolałbym mieć opinię nieuka.
Wybawienie nadeszło dopiero, gdy przebrnął przez to wszystko, został dzięki swym zdolnościom asystentem w katedrze fizyki doświadczalnej UMCS. Oczywiście nie dopuszczano go do prowadzenia wykładów, zajmował się pracą naukową i ćwiczeniami laboratoryjnymi. Miał 27 lat, kiedy w sadzie swoich rodziców zaczął pewnego dnia mówić do studni. – Stwierdziłem, że podczas wsłuchiwania się w echo własnego głosu, a więc chóralnego mówienia z własnym echem, mówię zupełnie płynnie, przy czym wyraźnie wolniej. Studnia miała 50 metrów głębokości, a zatem opóźnienie echa wynosiło aż 0,3 sekundy. Stąd to wyraźne spowolnienie. Najbardziej jednak zafascynowało mnie to, że po kilkunastu minutach takiego chóralnego mówienia z własnym echem, po odejściu od studni, moja mowa była zupełnie płynna. Po kwadransie jąkanie wróciło.
No dobrze, ale gdzie jąkający może znaleźć studnię? – Wystarczy do takich ćwiczeń porządne, blaszane wiadro – śmieje się profesor. – Powstaje w nim pogłos, czyli zjawisko echopodobne. Przedłużona wymowa dźwięków działa pobudzająco jak logostymulator. Są i inne sposoby. Święty Karol Boromeusz zwalczył podobno swoje jąkanie dzięki echu w kościele.
Pokonać lodową górę
Traumatyczne doświadczenia ma za sobą Elżbieta, obecnie emerytowana nauczycielka muzyki, dla której najszczęśliwsze chwile dzieciństwa to były te, spędzone w chórze kościelnym. Nikt tam nie znał koszmaru jej szkolnych zmagań z własną mową. – W chórze uchodziłam za milczka, brałam po prostu nuty i śpiewałam z innymi. Wychodziło wspaniale, zwłaszcza że śpiewaliśmy na głosy. Nie rozumiałam dlaczego tak łatwo jest powtarzać słowa pieśni za innymi, a tak strasznie trudno wydusić je z siebie samotnie w sali, wśród dudniącej ciszy. Organista, który nami dyrygował, wiedział o moich problemach i trzymał je w tajemnicy. To on pierwszy pokrzepił mnie na duchu: „Widzisz, potrafisz śpiewać jak inni”. Podpowiedział mi, żeby koniecznie namówić rodziców na wizytę u specjalisty. Pojechaliśmy więc do Lublina.
Jąkanie nie jest zjawiskiem stałym – dowodzą badania. Jego nasilenie zależy od sytuacji, pory dnia, kondycji psychicznej i fizycznej w danym momencie, stanu emocji. Zanika zwłaszcza wtedy, gdy jest się w pełni odprężonym. Jąkającemu się z reguły łatwiej jest mówić o rzeczach znanych, minionych, już trudniej o planach i rzeczach abstrakcyjnych. Jąkanie słabnie, a nawet zanika w mowie powolnej, szepcie, recytacji, śpiewie oraz podczas mówienia w hałasie. – Głównym fenomenem jąkania się jest fakt, że ludzie nie jąkają się mówiąc sami do siebie – stwierdza profesor.
Największym wrogiem ludzi „z defektem” jest cisza. To ona wyolbrzymia potworny lęk przed wypowiadaniem się na głos. A jąkanie to wedle profesora Adamczyka zaledwie czubek góry lodowej, którą stanowią wymagające psychoterapii zaburzone emocje. Systematyczny trening mowy roztapia wierzchołek tej góry, sprawia, że zaczyna zanikać jej trzon, skryty pod powierzchnią oceanu.
Czasami pomagają tzw. metody czuciowe. Stąd właśnie ciągłe międlenie cygara w ustach Churchilla. Może to być także stukanie palcem w otwartą dłoń w takt wypowiadania sylab, albo uderzanie w udo. Nie ma to jednak nic wspólnego z brutalnym potrząsaniem nie mogącym się wysłowić dzieckiem, jakiego dopuszczają się wobec niego rówieśnicy albo nawet zniecierpliwieni rodzice.
Już lepiej migać
To właśnie było udziałem Bartka. Pamięta z dzieciństwa, że coraz to nim potrząsano, a efekt był taki, że zacinał się jeszcze bardziej. – Postanowiłem nawet zostać niemową – uśmiecha się gorzko. – Jechaliśmy z babcią, która jedna zawsze tylko mnie głaskała i której jąkanie wcale nie przeszkadzało, pociągiem nad morze. Zobaczyłem, jak wsiada do przedziału grupa młodych osób, które porozumiewają się między sobą rękami. Wydali mi się tacy śmiali i weseli. Uznałem, że to lepsze niż moje kwękanie i postanowiłem się tej ich mowy nauczyć. Ale miałem osiem lat i nie wiedziałem, gdzie uczą migania. Zadzwoniłem do informacji. Tu muszę wyjaśnić, że przez telefon zawsze szło mi lepiej. Jednak, gdy ta pani poirytowana po drugiej stronie zaczęła mnie wypytywać, nie wiedząc dokładnie o co chodzi, zaciąłem się na dobre i rzuciłem słuchawkę. Tak się skończyło moje udawanie niemowy.
Młody mężczyzna mówi dziś prawie bez zająknienia. Uratował go... mickiewiczowski „Koncert Jankiela” zadany w szkole na pamięć. Lekcję prowadziła wtedy praktykantka, nieświadoma kłopotów chłopca. Wywołała go z dziennika do odpowiedzi, jakby nigdy nic i niewiele rozumiejąc uciszała szum, jaki zapanował w tym momencie w klasie. – Rozpoczynałem w harmiderze, a skończyłem w absolutnej ciszy – opowiada po latach. – Bez przystanku. To mi pozwoliło w siebie uwierzyć, zgodzić się na terapię, o której wcześniej nie chciałem nawet słyszeć.
Bywa, że osoby jąkające się wytężają całą inteligencję, by ukryć swoją wadę wymowy, kamuflując się nawet przed najbliższymi. Profesor Adamczyk opowiada, że udało mu się zakonspirować nawet przed własną narzeczoną Basią. Dopiero po ślubie uważna jak wszystkie kobiety wobec zięciów teściowa stwierdziła: – Bogdan chyba się jąka.
Na szczęście wkrótce potem dokonał swego odkrycia w studni.
Pół miliona z defektem
W Polsce jąka się ponad 1 procent dorosłych i około 4 proc. dzieci, co daje prawie 500 tysięcy osób. Na szczęście ponad połowa maluchów wyrasta z jąkania przed ukończeniem czterech lat bez żadnego leczenia. Wystarczy, że zapewni im się poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Zatem rodzice nie powinni przy pierwszych symptomach popadać w panikę, ale sprawić, by ich dziecko było wolne od lęku i poczucia zagrożenia. Nie poprawiać i nie strofować, lecz dawać poprawne wzorce wymowy, na przykład poprzez czytanie i staranne mówienie do wszystkich wokoło.
Niestety, wyrozumiałość nie zawsze jest normą w naszym zachowaniu wobec jąkających się. Elżbieta, która była bardzo atrakcyjną nastolatką, do dziś wspomina ze zgrozą reakcję podrywających ją chłopaków, kiedy przekonywali się o jej defekcie.
Dla większości jąkających się osób przypadłość ta stanowi życiowy problem, prześladujący ich w sytuacji komunikowania się z ludźmi. Fatalna wada nie pozwala im wyrazić swoich myśli, normalnie pracować, funkcjonować w grupie społecznej.
Osoby jąkające się nazywają swoją przypadłość bolesną chorobą, od której ucieczką jest stopniowe odsuwanie się od ludzi, bo wtedy, jak mówią, „mniej boli”. Jąkający się nazywają swoją ułomność „murem nie do przebicia”, „kaktusem”, „drutem kolczastym w gardle”.
Zjawisko niepłynności mowy zdarza się epizodycznie niemal każdemu. Kiedy jesteśmy zmęczeni lub zestresowani, wypowiadamy się kulawo, z przystankami, łatając uciekające gdzieś słowa – długimi eeee, yyyy – są to tzw. embolofazje. Czasem trudno nam wyartykułować myśli, ale nie jest to jeszcze upośledzenie. Dopiero, gdy niepłynności mówienia towarzyszą nadmierne skurcze aparatu mowy, mamy do czynienia z niepłynnością patologiczną.
Na szczęście sposobów terapii jest bardzo wiele, począwszy od relaksacji i psychoterapii, na ziołolecznictwie skończywszy. Doskonałe rezultaty dają nowoczesne techniki, jak ta z echokorektorem mowy stosowana przez prof. Bogdana Adamczyka. Uczony swoim prototypem i metodą wpisał się w szczytne tradycje lubelskiej logopedii zapisanej przez prof. Leona Kaczmarka i jego następców. Na bazie doświadczeń z wiadrem i studnią profesor skonstruował prototyp urządzenia, które zastosował w Wojewódzkiej Poradni Foniatrycznej w Lublinie, i które wprowadziło 500 innych ośrodków w kraju. W 1961 roku Adamczyk uruchomił system echo-telefoniczny. Odtąd można zwalczać jąkanie u siebie w domu ze słuchawką w ręku.
Sam profesor wyeksportował swoją metodę za granicę, pracując w ośrodkach akademickich Holandii – Klinika Psychiatryczna Uniwersytetu w Lejdzie i USA – University of Pennsylvania. Został współzałożycielem Polskiego Towarzystwa Logopedycznego i przewodniczył mu przez sześć lat. 10 lat sprawował funkcję redaktora naczelnego rocznika „Logopedia”.
Równolegle biegła jego kariera naukowa w dziedzinie fizyki. Na publicznych spotkaniach, w których uczestniczy zawsze duże grono zainteresowanych, opowiada: – Jąkanie, które sam przeżyłem, obróciło się w największy sukces mojego życia.

biuletyn2013

logop okl 42

Logopedia 45 okl 200 coper